We wtorkowy wieczór SOR jednego z warszawskich szpitali jest jak zwykle zapełniony ludźmi, którzy z niecierpliwością czekają na pomoc. Codzienną rutynę zakłóca pojawienie się Jego mężczyzny w towarzystwie dwóch policjantów, na dodatek zakutego w kajdanki.
Jak to się stało, że On, który nigdy nie przyciągał wzroku nieznajomych, nagle skupił na sobie całą uwagę i stał się tematem przekazywanych z ust do ust plotek? Jeden, pozornie niczym nie wyróżniający się, wieczór z żoną rozpoczyna przyspieszony proces autodestrukcji, którego nic nie jest w stanie zatrzymać.
Wolność bywa bardziej niebezpieczna, niż nam się wydaje Wszyscy tylko obserwują w pewnym przestrachu i pełni fascynacji tym ucieleśnieniem zła, jakim dla nich niewątpliwie jest. Chce otrzeć usta, ale czuje, że podniesienie jednej ręki powoduje automatycznie ruch drugiej.
Kuba Fiderkiewicz Rocznik 1980, mąż, ojciec, prawy obywatel, leniwy hedonista, nieudolnie aspirujący bon vivant, lewicujący liberał. Praktykujący prawnik (z tytułem radcowskim od wielu lat), który postanowił kryzys wieku średniego przyćmić pisaniem mniej lub bardziej spójnym, mniej lub bardziej udanym, mniej lub bardziej wciągającym.
W rozwoju zainteresowań literackich pomogło pandemiczne odizolowanie oraz świadomość, że ulubieni autorzy nie piszą (tyle, ile by chciał), przestali pisać (nie wiedzieć czemu) bądź nic już więcej nie napiszą (z przyczyn obiektywnych). Uzależniony od Warszawy (którą wielbi i nienawidzi zarazem), rozmów z ludźmi, dobrego wina i widoku wzburzonego morza (szczególnie obserwowanego z Półwyspu Helskiego).