Rzadko mówią o tym, co czują. Muszą być silni.
Mówią, jak trudno jest zachować spokój, gdy kilkulatek pyta o śmierć. Dobrze, że Małgorzata Kolankowska nie poddała się i doprowadziła tę trudną opowieść do końca, stając się głosem tych, którzy często nie są już w stanie głosu z siebie wydobyć.
Jako kobieta i pisarka (badaczka i poetka) wydobyła go z całą uwagą i oddaniem, z czułością i empatią, szukając różnych języków na zmierzenie się z bólem, szokiem, rozpaczą. Te poszukiwania w zakresie formy, spełniając się nie tylko w metaforze wyspy, splotły się w niezwykły sposób z reporterskim pragnieniem towarzyszenia w cierpieniu.
Mnie, jako czytelnika, bardzo wiele.