Odważna i szokująco szczera, pełna anegdot opowieść o sprawach trudnych, delikatnych i ważnych. Tadeusz Ross, aktor, satyryk, piosenkarz, scenarzysta, polityk, autor musicali, tekstów piosenek i wierszy dla dzieci opowiada o swoim życiu i pracy, o ludziach, których poznał, doświadczeniach przyjemnych i przykrych.
O życiu, zagubieniu, karierze, choć tę karierę powinienem chyba wziąć w cudzysłów. A także o wszystkim, co małemu, a potem dorosłemu człowiekowi może się (choć nie powinno) przydarzyć w życiu.
Czasem można coś poprawić, skierować na inne tory, ale główne punkty tego balu, na który nas zaproszono, pozostają niezmienne: narodziny, dzieciństwo, dojrzałość, starość i śmierć. To, co w środku, pomiędzy, jest w naszych rękach.
Po co stwarzamy wokół siebie mit wielkości, będąc tylko pyłkiem, który na krótko uniósł się w górę, by po chwili odfrunąć w nicość? Banalne pytania, kiczowate marudzenie starzejącego się faceta, który mimo że już żyje tyle lat, nie znalazł na nic odpowiedzi.
Boi się odludzia, samolotów, wysokości i wind. Jak taki ktoś mógł zostać aktorem, artystą estradowym, kabaretowym, występującym przed tysiącami ludzi?
Nie chodzi na imprezy, przyjęcia, stroni od wielkich fet, jubileuszy, gali. Nieprzyzwoicie skromny, marzyciel, introwertyk z kompleksami.
Gdyby to od niego zależało, ze świata zniknęłyby agresja, oszustwo i chamstwo. Żyje, pracuje, tworzy.