"Jego lokaj szykował się właśnie do wyjścia. Przełożył ostry błyszczący przedmiot przez pas rozpięty na plecach po czym poklepał kota delikatnie po puszystym łebku.
- Wyszli z pomieszczenia, zagłębiwszy się w gmatwaninę ulic.
- Gdy minęli któryś z wielu załomów, przystanęli.
- Sancho dostrzegł delikatny ruch ręki człowieka, widział błysk słońca na potężnym ostrzu.
- Końcówką ostrego jak brzytwa pazura poprawił rąbek swojego sombrero."