Właśnie takie są Zapiski z czekoladowego pamiętnika Aliny Sułkowskiej. To 13 fascynujących historii pisanych z perspektywy matki, żony i kochanki, która zaprasza czytelnika do swojej codzienności, dzieląc się z nim wszystkimi jej smakami, a przede wszystkim tym jednym, najważniejszym czekolady...
To właśnie ona towarzyszy bohaterce w pokonywaniu kolejnych życiowych zakrętów, podejmowaniu trudnych decyzji i tworzeniu nowych planów na życie. Koi nerwy, wycisza złe emocje i sprawia, że wszystko staje się prostsze.
Dobrym duchem, ukrytym pod postacią skrzata, jest moja mama. Gdy oddalimy się od centrum dowodzenia, jak niesforne bakalie, które po rozdarciu opakowania rozproszyły się w różne strony, to ona roztopi w rondelku czekoladę, pozbiera pestki i suszone owoce, by na powrót zrobić z nich tabliczkę czekolady.
Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Czytałam jak zaczarowana (mąż kręcił się, zaglądał mi do komputera, a ja pochłaniałam kolejne strony).
Cudownie łączysz świat nostalgii i marzeń z rzeczywistością czasem pocieszną, czasem skupioną na normalnych czynnościach, które dają tyle radości, czasem brutalną. Było słodko-słodko, słodko-gorzko, było bosko.