Jak wiele potrzeba kobiecie, by uwierzyła w miłość, jeśli po drodze straciła wiarę w samą siebie? Ile trzeba skruszyć murów, ile bram otworzyć?
Okazuje się, że dość dużo, zwłaszcza gdy właściwy klucz można znaleźć tylko w najmniej oczekiwanym miejscu i czasie. W tej historii nieporadność warszawianki w dążeniu do własnego szczęścia zderza się z wytrwałością i namiętnością Maksymiliana, a uśpiony wulkan jej kobiecości budzi się do życia dzięki jego silnym i czułym dłoniom, w których płynie gorąca góralska krew.