Samobójcza śmierć 14-letniej Anaid i aresztowanie jej prześladowcy Krystka, łowcy nastolatek, to wierzchołek góry lodowej. Pod wodą Zatoki kryją się potwory.
Łowcę opłacali właściciele klubów, do których naganiał kolejne piękne dziewczyny, tolerowali go policjanci, chronili prokuratorzy umarzający dochodzenia wszczynane po skargach matek. Zanim wzruszysz ramionami że o co tyle krzyku, przecież te małe dziwki same się pakują w kłopoty, wsiadają do tych merców, audi i beemwic, pchają się do klubów, lgną do dzianych gości pomyśl, proszę: a gdyby to była twoja córka...
Piotr Stasiński, dziennikarz Ta historia oparta jest na faktach, co znaczy, że osiowe zdarzenia są autentyczne. Gdańsk mieszkanie Joanny (matki Anaid) na Oruni Chciała zwinąć się w kłębek i zasnąć przed włączonym telewizorem, ale dopadły ją dreszcze.
Zalała więc wrzątkiem herbatę i teraz siedzi przy kuchennym stole nad opartym o cukiernicę tabletem, który jeszcze miesiąc temu trzymała w rękach Anaid. Komentarz Małgorzaty, dawnej sąsiadki z Biskupiej Górki, która jak sobie Joanna przypomina dorabiała do pensji kasjerki sprzątaniem w szpitalu miejskim.
Mówiła mi, że wciska dziewczynom alkohol i narkotyki, proponuje pożyczki, doładowuje im karty w telefonach i składa propozycje puszczania się za pieniądze. Trzy godziny po Małgorzacie wiadomość przysyła Joannie jakaś Mirella: Byłam na dyskotece we Wrzeszczu, gdzie on się kręcił między samymi młodymi laskami.
W samochodzie zaczął mnie obmacywać, całował, próbował mi rozpinać spodnie. Z wpisów dwóch nastolatek, którym Wiachon załatwił pracę w Dream Clubie, wynika, że dziewczyny kołysały się na huśtawkach w samych stringach i stanikach i dostały za to po kilka setek.