Prawdziwe do bólu, bezkompromisowe historie kumpli z blokowiska, których codzienne życie toczy się w rytm obowiązujących zasad młodego pokolenia, wrzuconego w paszczę wszechobecnego konsumpcjonizmu. Pięciu ziomali: Oko, Biro, Syfer, Suwak i Gruber mają na osiedlu ulubioną ławkę kultowe miejsce, gdzie spotykają się nie tylko na pogadankę o tym, jak było w tyrce i co wydarzyło się na chacie, lecz także rozmyślają o własnej egzystencji, zwłaszcza gdy akurat przypalili trawkę lub napili się browaru z osiedlowego sklepu.
Choć mają swoje marzenia i przemyślenia, wydaje się, że brakuje im pomysłu na siebie, na wyrwanie się z szarego, ograniczonego własnym światopoglądem świata, w którym na dobre utknęli. Dekalog obowiązujący na dzielni to rzecz święta, a reszta jest marną namiastką tego, co pozostaje poza ich zasięgiem Z Internetu w huaweiu wyczytał, że dziś w nocy ze słynnego na cały region Zakładu Mięsnego w wyżej opisywanym mieście uciekło około dziewięciu tysięcy skazanych na pewną śmierć świń.
Żywy symbol drobnomieszczańskiej konsumpcji, do tej pory będący ofiarą, skrzyknął się po to, by w rewolucyjny sposób uprzytomnić ludziom problem zbyt szybko postępującej chęci spożywania produktów mięsnych i iluzorycznej cywilizacji. Idąc przez las, czyli rewir dzikich świń, zaoszczędziłem sobie starcia z konsumpcją.
Przez wiele lat klecił rapowe teksty, a co za tym idzie próbował rapować, lecz z biegiem czasu chęć do tworzenia prozy wygrała z tendencjami do rymowania.