Nazywam się Hagenbeck Filip Hagenbeck. Kim jestem?
- Szpiegiem.
- Zwyczajnym.
- Wyszkolony w Starych Kiejkutach i oszlifowany w Centrali trafiłem do nigeryjskiego Lagos.
- I wtedy żelazna kurtyna zardzewiała i właśnie zawaliła się z hukiem.
- Opisałem to w pierwszym tomie wspomnień pod tytułem Zwyczajny Szpieg.
- Po powrocie z misji usłyszałem: Już tu nie pracujesz!.
- Ale przecież z wywiadu ponoć się nie wychodzi!
- Byłem więc nadal szpiegiem, tyle że bezrobotnym...
- Długo to nie trwało.
- Tak zaczyna się moja kolejna opowieść.
To tam jako młody oficer operacyjny, pod przykryciem konsula w ambasadzie, przez kilka lat nadstawiałem karku w imię wyższych celów. Bez wahania wkroczyłem w wartki nurt nadwiślańskiego kapitalizmu, który w tamtych latach rozwijał się w całej swojej barbarzyńskiej krasie.
- Zostałem nawet giełdowym milionerem.
- Świat należał do mnie.
- I wtedy zadzwonił telefon...
- Powrót do dawnej Firmy wcale nie był łatwy.
- W drugiej części mojej opowieści zdradzę Wam liczne tajemnice...
- nie, nie te o jakich myślicie.
- Te należą do naszego Państwa.
Importowałem pomarańcze, o mało nie dopadli mnie handlarze narkotyków w Grecji, uratowałem polskie cukrownie przed bankructwem, a potem byłem świadkiem narodzin Radia Kolor. Opowiem za to w szczegółach, jak zwyczajny szpieg uprawia swoje rzemiosło, prowadząc z pozoru zwyczajne życie.
- Niektórzy powiedzieliby nadmiernie urozmaicone.
- Było naprawdę gorąco.
- Jak udało mi się przeżyć, jak przetrwałem liczne burze i niejeden samum?
- Sprawdźcie!
- Zapraszam do mojego świata, PRAWDZIWEGO świata zwyczajnych szpiegów.
- Takich jak ja...
Zwłaszcza, gdy Rzeczpospolita posłała mnie, swojego szpiega, do Gorącego Kraju.
📘 Zwyczajny szpieg. Powrót
Sprawdź cenę i dostępność tej publikacji.
👉 Zobacz ofertę