Koniec lat 50., Ryszard Kapuściński pierwszy raz staje na kontynencie afrykańskim. Po zderzeniu z Ghaną palącym słońcem, wilgotnym piekłem, zapachem tropiku, gwarnym tłumem płynącym ulicami Akry obserwuje z bliska przewroty w Dahomeju i Nigerii, wojnę domową w Kongu.
jest pierwszym polskim korespondentem PAP na całą Afrykę, a w 1963 świadkiem pierwszej konferencji przywódców państw afrykańskich w Addis Abebie. Wybuchają rewolucje, upadają rządy, zamachy stanu zbierają krwawe żniwo.
Kapuściński zaś ciągle do niej powraca, zainteresowany życiem zwyczajnych ludzi, dla których często koszula i kanister to bezcenne skarby. Zmagających się ze słońcem pustyni, tropikalnymi deszczami, biedą i chorobami, żyjących od wieków w jednym miejscu, ginących w lokalnych konfliktach lub wybierających wegetację uchodźców.
To oni są sercem Afryki, w którego bicie przez czterdzieści lat wsłuchiwał się polski reporter i którego rytm oddał w Hebanie.