A może trafię na kogoś tej rangi i klasy co Borchardt? – roiłem sobie przez pierwsze lata.
Zanim powstała niniejsza książka, któregoś dnia jeden z kapitanów przysłał mi maila, w którym „z pewną nieśmiałością” zaanonsował, że przez długie lata na morzu zebrało mu się trochę wspomnień, anegdot, historyjek wesołych i smutnych, czasem wręcz tragicznych, a czasem takich, że boki zrywać. Od razu wyczułem, że to jest to, na co czekałem od lat.
Autor sam sobie wymyślił ksywkę LEŚNY ZWIERZ, a ja nadałem rubryce z Jego tekstami banalny i nie najświeższy tytuł „Opowieści z mesy”. Historyjki, anegdoty i wspominki tworzą wspaniałą, pasjonującą całość.
Jest w tej książce coś, co mnie zadziwia, zdumiewa i budzi ogromny podziw. - Marek Szymański, „Gargamel”, Warszawa, kwiecień