Piotrek biegał w dzieciństwie po zamarzniętej rzece i wpadł tam na stół zastawiony kartami do gry. Wokół, nie wiadomo skąd, grała ciepła, stara muzyka.
Z każdym dniem jest jej coraz mniej, a on sam zaczyna ją częściej wspominać, niż faktycznie widzieć. Próbuje o tym nie myśleć, zasnąć, zignorować, ale wie, że nie może, tak jak tonący człowiek nie może sobie nagle wykształcić skrzeli.
Musi tylko pamiętać, że każdy budynek, każdy znak drogowy, pęknięcie w chodniku, kałuża, ulica, mgła, latarnia, że wszystko może kryć w sobie tajemnicę.