Książka Piotra Cieplaka jest dziennikiem podróży, i to dziennikiem niezwykłym. W końcu nie każdemu się zdarza przejechać na rowerze prawie cały kontynent - od Warszawy po Lizbonę.
Nie każdemu starczyłoby talentu i sumienności, aby opisać swój samotny rajd, zwieńczenie wieloletnich rowerowych eskapad, tysięcy samotnie przejechanych po Europie kilometrów. Ale niezwykłość tego tekstu nie polega wyłącznie na imponującym dokonaniu, o którym opowiada, i na potoczystości narracji.
Dzięki temu wakacyjna przejażdżka zmienia się w poszukiwanie własnego głosu, który słychać w samotności, gdy człowiek strząśnie z siebie nalot codziennych spraw. Cieplak łata przebite dętki i cytuje Becketta, wspina się pod górę i powtarza strofy Eliota, wsłuchuje się w rytm oddechu i w wersety Psalmów.
Droga do Portugalii staje się pożegnaniem z młodością, rowerową elegią o przemijaniu, snutą w jedynej w swoim rodzaju scenerii. Żeby dojechać rowerem z warszawskich Kabat do Lizbony, trzeba ciąć na Piaseczno, a potem przez Jazgarzew i dalej prosto na Grójec.
Następne miasteczka, przystanki, następne mapy będą się odsłaniać stopniowo. Zbytnia skrupulatność może stać się przyczyną cierpienia, odbiera przyjemność niespodzianki, pęta głowę i nogi.
A więc jadę, z tą cudowną, pielęgnowaną świadomością wolności, że... "Nieskończoną historię" w Teatrze Powszechnym w Warszawie, "Milczenie o Hiobie" w Teatrze Narodowym, "Ożenek" w Teatrze Modrzejewskiej w Legnicy.
Z ostatniej z nich, z Warszawy do Lizbony, sporządził relację, która według autora jest "opisem asfaltu, mijanych drzew oraz stanu umysłu mazowieckiego dośćinteligenta".