Młody, żarliwy ksiądz zmaga się z powierzchowną wiarą swoich parafian, własnymi wątpliwościami, słabością duchową i fizyczną. Musi zmierzyć się też z szatanem, który opanował dusze mieszkańców.
Pewnego dnia, być może, zaraza dotrze do nas, odkryjemy w sobie tego raka. Wokół sumienia powoli krystalizują się drobne kłamstwa, wykręty, dwuznaczności.
Skorupa bardzo niedokładnie odciska kształt tego, co okrywa, to wszystko. Siłą przyzwyczajenia i z biegiem czasu nawet najmniej sprytni koniec końców tworzą sobie samodzielnie swój własny język, który jest niewiarygodnie zawiły.
Nie zatajają nic ważnego, lecz ich skryta szczerość podobna jest do tych matowych szyb, które przepuszczją tylko światło mętne, gdzie oko nic rozróżnić nie może. Nie śmiem twierdzić, że ono rozkłada się od spodu, raczej kamienieje".
Póki żyjemy, możemy ulegać złudzeniu, wierzyć, że kochamy własnymi siłami, że kochamy poza Bogiem.