Gdy uświadomiłam sobie, że zupełnie zapomniałam o tym, co w życiu najważniejsze, nagle zobaczyłam siebie z boku, ale też otaczającą mnie rzeczywistość. Nie miałam wówczas imienia Marika.
Zmieniło się ono bowiem zupełnie niezauważalnie na pseudonim "Mała Mi", a zrzędliwość i narzekanie stało się codziennością, która nijak nie przypominała tej, o której marzyłam. Świadomość, że zatraciłam swoją radość, bo o niej mowa, sprawiła, że podniosłam rękawicę, wstałam z fotela i podjęłam działanie.
I dopiero wtedy poczułam, że wszystkie rady mędrców o tym, że wystarczy chcieć, by żyć w pełnej radości, obfitości, miłości - są prawdziwe. A co najwspanialsze, nie trzeba mieć ani pieniędzy, ani znajomości, ani być sławnym, by wskrzesić w sobie radość.