Powieść nagrodzona Bookerem. Kolombo na Sri Lance, rok 1990.
Jego ciało spoczywa na dnie jeziora Beira, a dusza ulatuje do absurdalnego urzędu, rodzaju biura wizowego w zaświatach. Jako fotograf, którego zdjęcia mają moc obalania rządów i zapobiegania wojnom, ma wrogów wszędzie od rządowych siepaczy przez Tamilskie Tygrysy po rewolucjonistów.
Poszukiwania prowadzą przez jego pogmatwane związki oraz skomplikowaną relację z matką, a także krajobraz ogarniętego krwawą wojną domową państwa. Niewiele jest powieści, które przywodzą na myśl Agathę Christie, Salmana Rushdiego, Johna le Carrégo i Stranger Things ale tej się to udaje.
Starożytni Grecy uważali, że gdy takowa się wydarza, każdy musi się opowiedzieć po którejś ze stron. Gdy chęć na zaangażowanie przychodzi, sądzi, że wcale nie jest ono polityczne.
Dopiero w miejscu, które w naszej cywilizacji nazwalibyśmy czyśćcem albo Szeolem tam, gdzie się rozmawia z mądrymi lampartami i z nieudolnymi biurokratami może pojąć, jak bardzo się pomylił.