Zero fikcji. Zbiór 34, opartych na faktach, reportaży milicyjnych.
Dotyczą one spraw o bardzo różnym ciężarze gatunkowym: od historii lekkiego kalibru, aż do tych najpoważniejszych – morderstw. GRZEGORZ CIELECKI (KlubMOrd.com): Autorka miała liczne kontakty z oficerami dochodzeniowymi z komend milicji w całej Polsce.
Świadczy o tym fakt, że wymienia często nazwiska, funkcje i miejscowości. W kręgu zainteresowań dziennikarki i pisarki były sprawy różnego kalibru – od włamań, kradzieży biżuterii, czy nawet koni, po morderstwa.
Dopóki nie znalazł się świadek, który wspomniał, że widział w okolicy mężczyznę na motorze WSK. Milicjanci działali dalej, nawet po tym, jak prokurator już umorzył sprawę.
Włamywał się do sklepów spożywczych, biur, kwiaciarni, szkół i barów. W jednym z biur znalazł okólnik, w którym wyjaśniano jak chronić mienie przed kradzieżą i przedstawiono wnioski, że nic nie zostało w tej sprawie wykonane.
Sprawa tyczy masowej kradzieży koni ze stajni lub pastwisk na terenie elbląskiego, olszyńskiego, białostockiego, ale także wrocławskiego. Duża szajka rekrutująca się przeważnie, choć nie tylko, z Cyganów, kradła konie, wywoziła w zupełnie inny rejon kraju, gdzie następnie były szybko odsprzedawane i wymieniane na starsze i słabsze, za dopłatą.
Wszak kradzież konia, to nie to samo co przywłaszczenie pierścionka, czy nawet samochodu. Z kolei w rejonie Grodziska i innych miejscowości położonych wzdłuż trasy WKD czyli Warszawskiej Kolei Dojazdowej, działał elegancki włamywacz kreujący się na niepozornego urzędnika.
Teczka, parasol i schludny strój powodowały, że nie wzbudzał podejrzeń. Rozpoznawał teren i zwyczaje mieszkańców domów jednorodzinnych, po czym wracał po ich nieobecność i opędzlowywał wnętrza.
Działał spokojnie, metodycznie i nikomu nie zwierzał się ze swej działalności, nawet przyjaciółce u której mieszkał. Spieszę wyjaśnić, że pochwała milicji oczywiście jest, ale propagandy politycznej, często widocznej w późniejszych dokonaniach twórczyni postaci porucznika Szczęsnego, nie stwierdziłem.