Kto przeczytał "Wyśpiewam wam wszystko" i polubił wspomnienia Urszuli Dudziak za układ jazzowego koncertu życzeń, na pewno będzie miał apetyt na więcej. Czeka go niespodzianka, bo "Wyśpiewam wam więcej" to opowieść snuta w innym stylu i tempie, opowieść jak koronka, jak mówi o niej sama artystka.
Z jej słów wyłania się portret silnej kobiety, znającej smak sukcesu, ale i porażki, z wielu nici-wątków powstaje wzór skomplikowany jak samo życie. Składa się nań kolejna porcja muzycznych wspomnień i zabawnych anegdot, refleksja nad codziennością i potężna dawka optymizmu.
I nie ma nic przeciwko temu, by tym razem powiedzieć nieco mniej o muzyce, a znacznie więcej o sobie. Można byłoby się rozpisywać o sukcesach artystycznych Urszuli Dudziak, o jej dorobku, scenach dzielonych z Bobbym McFerrinem, Herbie Hancockiem czy Stingiem.
Kobiety, która ma w sobie niezmierzone pokłady optymizmu, którym obdarza wszystkich dokoła. Może w przypadku kogoś innego zabrzmiałoby to jak frazes, ale wystarczy znaleźć się na chwilę w jej obecności, żeby zrozumieć, że ta energia to prawdziwa "supermoc".
Gra w tenisa, prowadzi traktor, buduje dom, koncertuje, jest youtuberką i najlepszą gawędziarką na świecie. Swoim poczuciem humoru, dystansem do codzienności, historiami i anegdotami o legendach światowego jazzu czaruje od lat.